Kilka przemyśleń o debatach, ideach, odczuciach.

Autor: Elm inCrudo, Gatunek: Proza, Dodano: 17 listopada 2017, 21:38:15

https://www.youtube.com/watch?v=GNCDYzP-OdY
32 minuta nagrania, głos zabiera europoseł Bogusław Liberadzki. 

 

"Dziękuję panie przewodniczący. 

Debatujemy na temat Polski jako państwa prawa. Robimy to wśród przyjaciół, w rodzinie, w naszej europejskiej rodzinie, a nie wśród wrogów.

O nas z nami!

A bywało, że o nas bez nas.

W przeszłości. 

 

Istotą debaty jest: przestrzeganie prawa w Polsce. Ważnym państwie. Ze swoją tożsamością, kulturą, historycznymi zasługami - Polacy zawsze chcieli być w Europie.

I nadal chcą być tu, w Europie. 

Unia daje nam - Polakom - poczucie bezpieczeństwa politycznego, społecznego i gospodarczego. 

 

Europejskie wartości i prawo są naszymi wartościami. I my także chemy ich strzec. Dlatego nas, ludzi lewicy, niepokoją 

po pierwsze:

- przejmowanie wymiaru sprawiedliwości przez jedną partię, 

 

po drugie:

- próby ograniczania godności i praw kobiet, 

 

po trzecie:

- stosowanie odpowiedzialności zbiorowej - czego skrajnym przykładem jest odbieranie emerytur funkcjonariuszom i żołnierzom, 

 

po czwarte:

- negowanie historycznych zasług wielu organizacji i żołnierzy walczących z faszyzmem i w Polsce, i w Europie. 

 

Pomiędzy Komisją, a Rządem narasta napięcie. 
Apelujemy do Komisji

- Zróbcie krok wstecz!

Apelujemy do Rządu

- Zróbcie dwa kroki wstecz!

 

Za ten spór nie mogą płacić Polska i jej obywatele. 
Dziękuję za uwagę."

 

Dlaczego skupiam się na tym wystąpieniu?

Ponieważ żyję w Polsce, doskonale znam moc spokojnie wygłaszanych oświadczeń, które stają się potem fundamentami pod budowanie kolejnych wypowiedzi.Ktoś powie, ktoś odniesienie się, słowa prowokują słowa. 

 

W krótkim oświadczeniu europosłowi udaje się zapodać powiązania skrupulatnie wybranych słów:

- przejęcie - wiąże z wyrażeniem - wymiar sprawiedliwości,

- odpowiedzialność zbiorowa - wiąże z - odbieranie emerytur, 

- negowanie walczących - wiąże z - faszyzmem. 

 

Europoseł najpierw zagaja:

- rozwodzi się o przyjaciołach, o europejskiej rodzinie, 

- w jednię zbija słowo "naszej" z wyrażeniem "europejska rodzina".

 

Potem robi coś w rodzaju porównania:

- Polacy zawsze chcieli i nadal chcą być w Europie 

do 

- Unia daje Polakom. 

 

To fantastycznie brzmi bądąc niestety fantazyjnym brzmieniem pod publikę.

Wyjaśnię:

- fantastystycznie: w sensie wspaniale,

- fantazyjnie: w sensie nasączone fantazją. 

 

Na potrzeby wyrażania się tegoż posła - Polska zostaje przedstawiona tak, jakby nie wiadomo gdzie była i jest na mapie świata: może w Azji, może w Afryce, albo na jednym z biegunów? 

Bo na potrzeby wyrażania się tegoż posła - za chęć bycia nareszcie w Europie Unia daje Polakom co następuje: poczucie bezpieczeństwa politycznego, społecznego i gospodarczego. 

Obrazek przykrojony do aktualnych potrzeb - ale - czy to już cała prawda? dlaczego podane tak? w imię czego? 
Ciekawe zestawienie: Polacy zawsze chcą być w Europie i za samą chęć bycia tak wiele dostają. 

- ?

Poseł pokazuje hojną Europę i Polskę obdarowaną przez hojną Europę. 

 

Dostaje oklaski, obrazek się podoba. 

Dla mnie to smutne i straszne....

...ale właśnie tak obrazuje europoseł z Polski.

 

Po czym europoseł nie zapomina powiązać słowa: my, nas - ze słowami "wartości" i "lewica":

"Europejskie wartości i prawo są naszymi wartościami. I my także chemy ich strzec. Dlatego nas, ludzi lewicy, ..."

 

Ponieważ wcześniej zostało zbite w jedność słowo "naszej" z wyrażeniem "europejska rodzina", a teraz wypowiedż jest ubogacona o kolejne powiązanie słowa "nasze" ze słowami "wartości" i "lewica", to nie mam żadnych złudzeń, że w interpretacji tegoż człowieka zarówno "wartości" jak i "europejska rodzina" mają tworzyć w umysłach słuchaczy konkretne skojarzenie do "lewica". 

 

Pod koniec, w imieniu lewicy - już bardzo dobitnie powiązanej ze słowem "wartości" - europoseł dociera do sedna, wyraża niepokój w imieniu "lewicy" serwując wszystkim zgromadzonym na sali zmyślną kompozycję z kolejnych powiązań pojęć:

- "lewicę" niepokoi przejęcie, 

- "lewicę" niepokoi odpowiedzialność zbiorowa, 

- "lewicę" niepokoi negowanie walczących z faszyzmem;

 

W finale apeluje:

- "lewica" Apeluje do Komisji - Zróbcie krok wstecz!

- "lewica" Apeluje do Rządu - Zróbcie dwa kroki wstecz!
Odpowiednio pogłaskana Komisja - wszak chodzi o ustępstwo o krok, 

wyważenie strofowany Rząd - bo kompromis ma kosztować cofanie się o dwa kroki. 
Finezja i miód. 

 

PE przyjmuje za dobrą monetę gładkie pochlebstwa, zręczną kompozycję, a z pola widzenia umyka coś istotnego. 

Jak kogel mogel utrał ów poseł proste skojarzenie, że ta "lewica" jest obrońcą "wartości". 

To pięknie, ale europoseł skłamał. 

 

Wygłoszenie 

"...po trzecie:

- stosowanie odpowiedzialności zbiorowej - czego skrajnym przykładem jest odbieranie emerytur funkcjonariuszom i żołnierzom, "

- jest kłamstwem. 

 

Ustawa dezubekizacyjna nie odbiera, a dokonuje obniżenia emerytury emerytowanym funkcjonariuszm, np.:

- służb specjalnych, czyli Służbie Bezpieczeństwa PRL działającej w latach 1956–1989 (do końca funkcjonowania państwa pod tą nazwą) i ostatecznie rozwiązany w 1990;

- Milicji Obywatelskiej działającej w latach 1944–1990.;

- całość do wglądu na stronie

http://www.dziennikustaw.gov.pl/du/2016/2270/1

 

Europoseł w swojej wypowiedzi bardzo sprytnie kamufluje jakiej grupy dotyczy obniżka emerytur.

Jak ognia unika wyrażenia "ustawa dezubekizacyjna", które wniosłoby na forum jasność.  Nie chciał jasno powiedzieć i na dodatek skłamał.  

 

W innym miejscu wyraził się też niejasno. 

W Polsce ogrom ludzi, którzy walczyli z faszystami straciło życie za PRL-u i rządów PZPR.  Ludziom walczącycm z faszyzmem i komunizmem odbierano godność, odbierano życie, ukrywano przed ich rodzinami zarówno prawdę o ich losie, jak i prawdę o miejscu pochówku po śmierci zadanej nie wiedzieć w jakich okolicznościach. Te rodziny żyły w poczuciu stałego zagrożenia i doświadczały represji. Europoseł nader dobrze wie, że w Polsce do dzisiaj bliscy tych, którzy walczyli z faszyzmem i komunizmem, oczekują na odszukanie miejsc zbiorowych i bezimiennych pochówków, często w "dołach śmierci", na idendyfikcje szczątek. 

 

Tak dziwnie się składa, że ten europoseł w swoim życiorysie ma wstąpienie do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, a potem do partii PZPR - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 

 

W PE ludzie klaszczą po tym wystąpieniu. 

Wszystko toczy się tak, że z tegoż forum PE w świat płynie zapętlone stronniczo pięknobrzmienie. 

 

To bardzo przykre, bo:

 

po pierwsze

- albo w PE ludzie nie mają zielonego pojęcia o krajach, które są przedmiotem tak dziwnych obrad,

- albo PE do czegoś pasuje taka narracja;

 

po drugie

- albo w PE ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, w jak innych warunkach przebiegają procesy demokracji w krajach, które w przeszłości miały nieszczęście być na siłę wcielonymi do"Demoludów", 

- albo z premedytacją PE oklaskuje się śliczne chociaż mijjące się prawdami laurki, bo prawdy brzmią za ciężko; 

 

po trzecie 

- rodzi się pytanie: czy PE w ten sposób oznajmia całemu światu, że "bezkrwawe rewolucje" to utopia?

- a co mam myśleć, gdy widzę przez lata, że z takim zapałem i z taką troską cały czas broni się i pochyla się nad tym wszystkim, co ludziom w Polsce odbierało godność, spychało w cień, odbierało życie? 

 

Jeśli ktoś w PE nadal chce bezrefleksyjnie wierzyć i za kimś powtarzać , że byłym członkon PZPR-u z czasów PRL-u wpółcześnie dzieje się krzywda, to niechże będzie uprzejmy popatrzeć na niektórych europosłów z Polski, którym w PE bije się brawa za gładkie przemowy wypaczające obraz Polski w czasie debaty. Mają się dobrze, awansują, żyją na bardzo przyzwoitym poziomie i troszczą się o towarzyszy z tamtych lat. 

W trosce nie ma nic złego, ale w tworzeniu wypaczonych obrazów i w posługiwaniu się przekłamaniami oraz niedopowiedzeniami jest ogrom zła. 

 

----

Przypominiałam sobie inne przemówienie 

https://www.youtube.com/watch?v=o5_5nO_vNns

 

Guy Verhofstadt wyraził się:

"Ludzie czekają na tą Europę, a my marzymy o tym od wielu lat."

 

A nieco później w tej samej przemowie powiedział:

"Ja zawsze myślę, że dobre instytucje produkują dobrą politykę, a złe instytucje kreują rzeczywiście zastój, stagnację, kryzysy. 

Jest cały szereg przykładów, które to potwierdzają. My, tu w Parlamencie, my w Parlamencie chcemy również stworzyć transnarodową listę wyborczą i europejski okręg wyborczy.

Ponieważ trzeba wreszcie przenieść demokrację na szczebel kontynetalny. Europa to więcej niż suma 27 demokracji krajowych.

Jesteśmy czymś więcej.

Jesteśmy demokracją na skalę europejską. 

 

I takiej też trzeba bronić. Bronić wartości i zasad poza Unią Europejską, ale i wewnątrz. Ta europejska demokracja jest konieczna, niezbędna.

Na przykład: żeby sprostać również takim próbom, jakie podejmowane są w Polsce, czy na Węgrzech, które tak naprawdę służą takiej supremacji, jak: Trumpa, czy Putina, czy Orbana. 

 

Chodzi o to, żebyśmy nigdy nie byli zakładnikami tego, co się dzieje w krajach członkowskich.

Musimy dlatego stworzyć europejską demokrację z transnarodową odpowiedzialnością, bo tak, jak powiedział prezydent Macron:

"Musimy zbliżyć się do Akropolu.

Musimy być przeciwwagą wszystkich tych tendencji rozwojowych autokratycznych na całym świecie."

 

Otwarcie, wolność i nadzieja na XXI wiek."

 


Zostało powiedziane

- "Jesteśmy czymś więcej."

Być może należałoby ucieszyć się szczerze, gdyby nie to, że w słowie"więcej" nie zobaczyłam wspólnoty. Jeśli to tłumaczenie jest wierne, bo muszę zaufać tłumaczeniu, to odczułam, że mówi się o "byciu czymś więcej" po uwolnieniu się od tego, co dzieje się w krajach członkowskich, czyli mówi się chyba: o byciu czymś ponad krajami. 

 

I inna sprawa, a mianowicie:

- dlaczego odnoszę wrażenie, że to mowa o budowaniu potęgi na strachu własnym? 

- dlaczego odnoszę wrażenie, że najlepszym wyjściem ma być umocnienie się zwierzchniej władzy nad krajami członkowskimi? Skąd to parcie na uwolnienie się od tego, co dzieje się w krajach członkowskich?  

 

Nie czuję się w tej chwili na siłach szeroko i wyczerpująco opisać jak przemowa europosła Guy Verhofstadta jest spójna z federalistyczną ideą zjednoczonej Europy.

Dla mnie jest spójna. 

 

Drobne wtrącenie.

Główne wejście do Parlamentu Europejskiego w Brukseli to miejsce upamiętniania włoskiego polityka uważanego za ojca Unii Europejskiej. 

Altiero Spinelli. 
https://pl.wikipedia.org/wiki/Altiero_Spinelli

 

Inne adresy, z jakimi warto się zapoznać chąc dotrzeć do funadamentów:

https://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10109

 

A tutaj wizerunek Alterio Spinelli

http://www.gettyimages.co.uk/detail/news-photo/italian-writer-and-member-of-the-european-parliament-news-photo/174307062#italian-writer-and-member-of-the-european-parliament-altiero-spinelli-picture-id174307062

 

i wyrazy pamięci o włoskim polityku oraz pisarzu

http://www.gettyimages.co.uk/detail/news-photo/italian-prime-minister-matteo-renzi-german-chancellor-news-photo/594339946#italian-prime-minister-matteo-renzi-german-chancellor-angela-merkel-picture-id594339946

 

Materiał do przemyślenia. 

Jesteśmy w UE, ale ilu z nas ma orientację w koncepcjach, w ideach jakie leżą u podstaw Unii Europejskiej, które są kontynuowane, a które odrzucono, jakie nie zmieniły postaci pierwotnej, a jakie przeszły ewolucję?

 

Sądzę, że znajomość tych idei i przebiegu ideologicznych procesów - wyjaśniałaby sporo w kwestiach, które obecnie są przedmiotem dysput oraz ocen różnych dyskusji w Parlamencie Europejskim.

 

Zauważam, że Europejczycy dzielą się euroentuzjastów, eurosceptyków, oraz euroobojętych, eurowmanewrowanych, euroalergicznych, eurozagubionych...

Daję wielokropek, bo nie jestem pewna czy to już wszystkie grupy i wszystkie stany poczucia się odnoszone do UE. 

Ilu jest świadomymi euroentuzjastami i eurosceptykami?

Ilu w oparciu o wiedzę wykazuje pełną obojętność?

Ilu z powodu niewiedzy bezradnie godzi się z demokratyczną decyzją przystąpienia ich kraju do UE? 

Nie mam w tej chwili zielonego pojęcia czy ktoś pokusił się o zrobienie badań w takim zakresie. 

Ale wiem, jak ciężkie batalie toczą się między euroentuzjastami, a eurosceptykami. Przypuszczm, że toczący batalie są świadomi idei, i domyślam się, że ludzie wsłuchujący się w ich dyskurs nie zawsze ogarniają wszystko o co spierają się te dwie grupy. 

 

Myślę, że przeciętnym obywatelom różnych państw zarówno w kilometrach, jak i w rozumieniu procesów oraz po prostu sercem i duchem blisko jest do stolic ich krajów, a wciąż daleko do Brukseli. 

Wcale nie wynika to z niechęci do Unii Europejskiej.  Najbardziej jest skutkiem tego, że są pochłonięci aktualnymi sprawami życiowymi. W różnych europejskich krajach żyje się w różnych realiach, a lokalnie zajmuje różne stopnie drabiny społecznej. 

Oczywiście, że dla Europejczyków Europa była, jest i pozostanie najcudowniejszym miejscem na Ziemi. Tak mniemam.

Jednak poszczególni ludzie żyją w Europie w określonym regionie, w bardzo konkretnym kraju, a to przekłada się na równie konkretne warunki ich życia oraz sposób postrzegania, otwarcie na świat. 

 

Europejczyków ogrom łączy i sporo dzieli, co samo w sobie jest piękne i cenne, co także samo z siebie mówi, że oprócz więzi istnieją odmienne widzenia, racje, potrzeby i interesy. 

 

Miłość człowieka do rodziny i przywiązanie człowieka do miejsca są bardzo naturalnym, podstawowym oraz absolutnie jasnym prawem, którego wartość jest nadrzędna i nie podlega żadnym dyskusjom. Rodzimy się wolni, równi w swej godności i w swych prawach.

Kochamy rodzinę naturalnie, przywiązujemy się do miejsca naturalnie, z racji urodzenia równie naturalnie przyjmujemy od rodziców postawowe wartości - nie czynimy tym nic co mogłoby być przez kogokolwiek kiedykolwiek poczytywane za coś nagannego. 
Gdy zaczniemy wczytywać się w przesłania płynące z takich czy innych idei wcielonych w życie, a obejmujących swoim zasięgiem i działaniem także nas nieomal od początku życia, to okazuje się, że to nasze naturalne przywiązanie człowieka do rodziny i do miejsca, oraz te naturalnie przyjęte wartości, bo wpojone nam w procesie wychowania przez rodziców - mogą stać na przeszkodzie do realizacji celu, jaki danej grupie wyznacza taka lub inna idea.  

 

Dlaczego o tym myślę, gdy słucham debat w PE?

Dlatego, że zauważam u jednostek ustępowanie przywiązania do ojczyzny na rzecz przywiązania do Unii Europejskiej. Bycie, czucie się obywatelem Unii Europejskiej przekłada się na zajmowanie w debatach stanowiska pożądanego dla UE, czyli niekoniecznie zgodnego z tym, co jest stanowiskiem kraju, z którego przybyli zasiadać w PE. 

 

Co oznacza i jak to jest być już obywatelem Unii Europejskiej, a nie jednego z krajów w Europie? Jakie zmiany to niesie?

Nie wiem. 

Jestem obywatelką Polski, pewnie dlatego nie wiem.

Zaskakują mnie stanowiska zajmowane w debatach PE przez tych europosłów, których związki z krajem chyba uległy wyrugowaniu na rzecz czucia się obywatelami UE.

Dla mnie to nowe zjawisko. 

 

W moim pojęciu ktoś, kto już czuje się tylko obywatelem UE, kto w zgodzie ze swoim sumieniem prezentuje własne stanowisko w poczuciu przynależności tylko do UE - chyba nie powinien występować jako głos kraju, z którym ścisłe związki ustały i zajęły u niego miejsce drugoplanowe. Chyba powienien mieć możliwość czytelnego określenia się. 

Stan czucia się obywatelem UE lub państwa członkowskiego nie ma jak zaistnieć w realiach. W realiach mamy coś na kształt huśtawki w ludzkim poczuciu przynależności. 

Anglik czujący się Anglikiem, Niemiec czujący się Niemcem, Francuz czujący się Francuzem, Polak czujący się Polakiem - chyba nie mają wielkiego problemu z przedstawieniem stanowisk płynących z krajów, których są obywatelami. Ale każda z osób, która nie czuje już ścisłych więzi z krajem, bo w to miejce pojawiły się u niej silne i dominujące więzi z UE - podejrzewam, że żyje z wewnętrznym rozdarciem, gdy przychodzi jej zająć stanowisko, a to płynące z kraju z jakiego przybyła znacznie różni się od aktualnych potrzeb UE. 

Osoby, u których związki z UE są silniejsze i wypierają przywiązanie do kraju, z którego pochodzą - nadal muszą podejmować decyzje w imieniu konkretnego kraju. To rodzi słuszne rozgorycznie u innych obywateli tego państwa, jacy w konkretnej osobie nadal widzą jedynie swojego przedstawiciela. Obserwatorzy oczekują prezentowania racji zgodnych z interesami państwa.

Na forum zostaje wyczytane nazwisko europosła i kraj, jaki ten europoseł reprezentuje.

Jako obserwatorzy sądzimy, że PE obraduje w tym celu, by zapoznać się z racjami wielu krajów, a nie z poglądami pojedynczych osób.

Wydaje się, że mają tam brzmieć dyskusje między krajami. 

Czy tak jest? 

Mam różne odczucia.  

Miewam też sporo innych niepewności.

Na przykład:

- nie wiem jak rozumieć dążenie do Akropolu? 

- ile w tym dążeniu demokracji, ile starań o godnie realizowaną wolność we wszystkich krajach członkowskich, 

- a ile zwykłego snu o potędze siły zwierzchniej? 

 

2017-11-17 

Komentarze (6)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się